strona główna biblioteki poprzednia strona    strona 41    następna strona spis treści    redakcja

Zasłużeni Polacy

     
     Przedstawiamy Czytelnikom poetycki opis kilku roślin uprawnych pokazanych w niespotykany sposób. Opis powstał jako odprężenie, relaks po napisaniu poważnej pracy naukowej. Sposób widzenia roślin przez autorkę, który oczarował Jarosława Iwaszkiewicza, pokazuje jej poczucie więzi ze światem roślin, przyrodą.


"Rozważania nienaukowe. Poemacik"
Zofia Breza-Dziembowska

   A teraz moja własna "charakterystyka roślin". Mój stosunek do roślin jest taki, jak do ludzi i zwierząt: rozumiem je i lubię. Niektóre lubię specjalnie za ich właściwości - cechy charakteru. Moimi ulubieńcami są: owies i koniczyna biała oraz żyto.
    Owies - za "szeroką, bujną naturę", bogatą, hojną i pełną możliwości! Za "rozmach życiowy"! I za to, że służy po bratersku najpiękniejszemu stworzeniu na świecie - koniowi!
    Koniczyna biała - za zdolność przystosowywania się do różnych warunków życia (cechę inteligencji). Za koleżeńskość dla traw niskiego porostu, z którymi dzieli się swym skarbem - azotem. I za jej miłość do światła.
    Żyto - za skromność w wymaganiach życiowych - za wierność w każdych okolicznościach, za solidność i rzetelność. Za to, że ma jeszcze formy pastewne - "krzycę" i "żyto świętojańskie", tak bliskie prymitywnym, drewnianym świątkom ludowym. Przede wszystkim zaś za to, że żyto jest tak bardzo "swojskie" - złączone z krajobrazem wsi polskiej.

   Także jeszcze lubię:
    Len (ten tradycyjny) - za niebieskie słowiańskie oczy, za zgrzebną prostotę jego ludu i za szlachetną wytworność jego starej, prawdziwej, wiekowej kultury. Tak bardzo "autentycznej".
    Ziemniaki - któż by ich nie lubił, realne, rzeczowe - reprezentują prawdziwą demokrację: goszczą w pałacach panów, kamienicach mieszczan i w chatach chłopskich. Nie płaszczą się przed władzą, nie gardzą biedotą. Niejednemu już biedakowi dopomogły przeżyć. Są zawsze pomocne ludziom i bydlątkom. Mają poczucie odpowiedzialności.
    Seradela - to symbol dawnej kobiecości. Wiotka, spowita w seledyny i różowości, delikatna, szukająca podpory. A zarazem zdolna do przetrzymywania najcięższych okresów życia. Dopiero gdy te miną, ona znowu powraca do aktywności i rozwija się dalej. Zaopatruje szczodrze w azot - ten dar życia - rośliny: swych współtowarzyszy i następców.

   A jeszcze: łubiny, dzielne łubiny, które budzą szacunek swa postawą - niezawodne na wszystkich frontach pomocy. Jak wojsko!!!

   I wreszcie:
    Gryka - "hreczka", która jest tak odmienna od reszty swych towarzyszy - zbóż! Tak daleka od nowoczesnej "cywilizacji" i sztuczności. Taka samodzielna i zaradna życiowo. Rozgrzana słońcem, pachnąca - przychylna pszczołom. - A która kojarzy mi się z krajem mego dzieciństwa...

   Napisałam o moich "ulubieńcach", ale to nie powód, żeby pomijać innych. Tak ważną rolę grają zboża, że im się też należy szczególna wzmianka.
    Oto pszenica - złotowłosa przodownica plonów. Dumna królowa urodzaju w koronie z warkoczy. Ze złotym berłem i innymi insygniami władzy. Błyszczy i panuje. Bohater pracy i sukcesu. Wrażliwa na nie dość wysoką kulturę warunków życia. Wyraża akceptację powszechnego pokoju.
    Żyto rozścieli srebrzyste łany, mające szlachetność szczerego kruszcu srebra i jego delikatną dyskrecję. Jest skromne, nie żąda wiele dla siebie, a innym daje hojnie.
    Jęczmień - od młodości konserwatysta - wykazuje prawoskrętność listków. Prezentuje braci , jakże różnorodnych! Jeden elitarny, wymagający ponad miarę, mający inne cele niż reszta towarzyszy-zbóż. I innymi kryteriami się go sądzi. Drugi brat, skromniejszy i zgodniejszy, kontentuje się mniejszym. Pełni też zwykłą dla zbóż służbę. Pomiędzy nimi szereg rodzeństwa ma cechy pośrednie. Stryjeczni bracia - orkisze, skąpo przyodziani i wojowniczy - przypominają gladiatorów.
    Owies bojowy: w młodości lewoskrętny, następnie skłonny do wszelkiego postępu. Stawia na elastyczność postawy, jeśli uzna jej rację.
    Proso - ma zacięcie pioniera - jest szczęśliwe żyjąc na nowinach, na świeżo wykarczowanych terenach. W ogóle lubi szerokie przestrzenie! Uwielbia przygodę - może western? Może pustynię z Beduinami? Byle było dość gorąco. - A jagły?! Cóż za pyszności: złota manna.
    A kukurydza - tak egzotyczna i tak nam bliska. Lubi ciepło, a przecież dostosowuje się do tylu terminów "wczesności dojrzewania", bo rozumie potrzeby istot innych, bo jest wyrozumiała i wszechstronna. Jest to populacja "metysów" - z wszelkimi zdolnościami hybrydów.
    Buraki - jędrne, silne. Chełpią się swym bogactwem - cukrem. Nic dziwnego, że wymagają dobrych warunków i wysokiej kultury uprawy. Chcą pomocy, by zwyciężać konkurentów, nawet wśród swej braci.
    Rzepaki, żółte - jaśniejące jak jaskry. Takie wrażliwe na różne zmiany temperatury otoczenia. Reagują na to własnym zdrowiem i życiem. - Gdy zdrowe - miodne, gdy dojrzeją - sypkie. Ważne - bo oleiste.
    Konopie - pełne indywidualizmu! Rozmnaża się inaczej niż większość. I jest uparte - wraca do starych zwyczajów. Jest wciąż "pogańskie". Zawsze nieco dzikie. Nie znosi tresury i przymusu. Ma też swoje zachcianki: lubi torfy - widocznie rozumie i kocha historię ziemi-matki.

   Wracam jeszcze do gryki.
    Tam, gdzie rosła "hreczka", na enklawach - na polach wśród lasów, gdzie dawała złoty miód pszczołom leśnym - w takim kraju stał niegdyś w starym parku mój "ukrainny dom rodzinny", starodawny kresowy dwór... Bielony. Z kolumnami i gankiem, opleciony czerwonym dzikim winem. Było, minęło. A życie płynie dalej...

Zofia Breza-Dziembowska


List Jarosława Iwaszkiewicza do redakcji "Twórczości"

Kochani,
    przesyłam Wam "Rozważania nienaukowe" pani Zofii Breza-Dziembowskiej, siostry Tadeusza i Achillesa. Ona jest mgr i naukowiec i na marginesie jakiejś naukowej pracy napisała tych kilka słów o zbożach, uważam, że są tak piękne i tak pełne miłości do przyrody, że warto je wydrukować. Jak? Może stworzyć jakąś rubryczkę, "dokument", czy sentyment naukowy, czy po prostu w listach jakoś to pokazać, bo dla naukowca i pracownika rolnego to bardzo znamienne.
    Co o tym sądzicie?
Jarosław Iwaszkiewicz

Stawisko, 28.V.79


Fragment recenzji, która ukazała się w "Dzienniku Bałtyckim"
(nr 231, Gdańsk, 13 i 14 października 1979 r.)

    "...Żeby tak pisać o zbożach, jak to robi pani Zofia Breza-Dziembowska, trzeba je doskonale znać i kochać! Trzeba się im przyglądać z czułością i troską, jak bliskim i szczególnie umiłowanym osobom. Przecież dla zwykłego zjadacza chleba powszedniego żyto jest tylko wysoką trawą, bogatą w ziarno, z której robi się ów chleb powszedni i równie popularną, nagminnie pitą wódką. Jęczmień - trawą, z której ziaren robi się kaszę i piwo. Owies - trawą potrzebną do produkcji płatków owsianych, przy jedzeniu których dzieci grymaszą i płaczą oraz doskonałym surowcem do wypasania koni. od owsa koń nabiera ikry i siły, zaokrąglają mu się kłęby, sierść nabiera połysku i trudno utrzymać go w cuglach. Gdyby jednak zapytać kogoś, czy lubi te rośliny, a jeśli tak to dlaczego - prawdopodobnie wzruszyłby ramionami i odpowiedział, że nigdy o tym nie myślał. Bo nie myśli się o rzeczach i sprawach, których przeznaczenie jest odwieczne, oczywiste. Ale pani Z. B.-Dz. ma do tych roślin stosunek aktywny, czuły i oryginalny. Wie za co je wyróżnia, lubi.....
    .....Parę lat spędziłem na wsi, wśród zbóż i pól, wśród chłopów "przypisanych do ziemi", zawsze od niej zależnych. Widziałem, jak w wiosenne, upalne dni, trwające tydzień i dłużej, błagalnie patrzą w niebo, prosząc o życiodajny deszcz. Widziałem, jak kurczyli się ze strachu i zmartwienia w mokre, gnane wichurami lipce. Nigdy natomiast nie słyszałem, aby tak tkliwie i romantycznie mówili o gryce...
    ....Byle umieć to wszystko zobaczyć, usłyszeć, odczuć i następnie ująć w słowa, które smakują jak najlepsza potrawa. Które sycą, poją i przywodzą na pamięć "utraconą krainę dzieciństwa". Wtedy jest możliwe, że poezja będzie prawdziwa, bohaterska, jak pszenica, autentyczna i pionierska, jak proso, egzotyczna, jak kukurydza, a silna i jędrna, jak buraki cukrowe. Będzie wyrażać i akceptować słońce, pokój, kwiaty w ogrodzie, radość pracy i zapach dojrzałych zbóż!..."


List Zofii Breza-Dziembowskiej

    "....Na początku 1979 r. na parę miesięcy przed przybyciem Papieża do Polski zajmowałam się opisem roślin uprawnych, a także opisem krajobrazu wsi polskiej. W tym okresie w wielu instytucjach opracowywano różne prace o charakterze historycznym. W związku z obchodami 60-lecia Niepodległości Polski (1918-1978) moja dawna uczelnia, SGGW i AR (Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego - Akademia Rolnicza w Warszawie), zwróciła się do mnie z propozycją opracowania pracy na temat: Postęp w rolnictwie na przestrzeni pół wieku 1925-1975, w zakresie 'Szczegółowej uprawy roślin".
    Siedziałam "murem" nad tą pracą, którą rozpoczęłam w 1977 r., by dotrzymać terminu do końca 1978 r. i napisałam ją w 2 tomach, które liczyły około 400 stron maszynopisu. Praca była gotowa w grudniu 1978 r. - oparta na ścisłych danych i zawierała liczne tabele porównawcze.
    Po skończeniu tej pracy naukowej bardzo byłam zmęczona. Wreszcie odczułam potrzebę relaksu i odprężenia. Coś mnie wtedy "naszło" i napisałam jeszcze parę stron o roślinach uprawnych, którym to nadałam nazwę "Rozważania nienaukowe". Poemacik ten posłałam w ślad za tamtą pracą do SGGW, choć uczynek ten wydawał mnie się "niepoważnym".
    Okazało się, że poemacik spodobał się recenzentom pracy - profesorom z SGGW. Orzekli, że "Rozważania" świadczą o świetnej znajomości roślin, znakomicie je charakteryzują.
    Z ich inicjatywy "Rozważania" trafiły do Jarosława Iwaszkiewicza i oto niespodziewanie w maju 1979 r. otrzymałam od niego bardzo serdeczny list, w którym oświadczył, że jest to autentyczna poezja - oryginalna i niespotykana. Obiecał wydrukować je w "Twórczości". Tak też się stało. Notabene Jarosław Iwaszkiewicz pomylił się pisząc, że jestem siostrą Tadeusza i Achillesa Brezów, podczas gdy byłam ich bratową i to stryjeczną..."


O autorce

Zofia Breza-Dziembowska

    Zofia Bereza-Dziembowska urodziła się 23 marca 1907 r. w Warszawie. jej ojciec - Gabriel Chamiec był właścicielem majątku ziemskiego w Butejkach na Wołyniu, matka z domu Kropiwnicka, pochodziła ze znanej rodziny warszawskich przemysłowców.
    Gdy miała siedem lat zmarł jej ojciec, a trzy lata później - jedyny żyjący brat, Stanisław. Majątek w Butejkach oddany został w ręce administratora. Zofia wraz z matką zamieszkały w Warszawie.
    W 1925 r. ukończyła maturę w Zakopanem. Studiowała w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie uzyskując tytuł inżyniera rolnika. Następnie kontynuowała naukę na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Socjologii.
    W 1938 r. wyszła za mąż za Krzysztofa Brezę, absolwenta SGGW. Do wybuchu wojny była pracownikiem naukowym w Instytucie Badań Naukowych Spraw Narodowych, specjalizując się w dziedzinie etno-socjologii. Współpracowała także z Instytutem Kultury Wsi. Pobory w całości przekazywała do kasy samorządu koleżeńskiego.
    Po wybuchu wojny pracowała ochotniczo jako siostra PCK w szpitalu wojskowym w Warszawie. Podczas okupacji była aktywnym uczestnikiem Ruchu Oporu. Walczyła w Powstaniu Warszawskim, ciężko ranna w ostatnich dniach walki. Przeszła Obóz w Pruszkowie, skierowana warz z innymi mieszkańcami Warszawy do województwa krakowskiego. Mąż jej jako porucznik AK trafił do obozu jenieckiego.
    Po wyzwoleniu Zofia Breza wraz z dwójką dzieci i matką męża zamieszkała w Sopocie i podjęła pracę w Liceum Ogrodniczym. W 1948 r. zmarł jej mąż, który wrócił po dwu latach pobytu w obozie śmiertelnie chory na gruźlicę. W 1950 r. wyszła powtórnie za mąż za Lecha Dziembowskiego, pracownika naukowego. W 1956 r. przeszła do pracy w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Gdańsku, gdzie odpowiadała za Dział Rolny biblioteki. Zmarła nieoczekiwanie 17 września 1981 r., kilkanaście dni po napisaniu cytowanego wyżej listu, w wieku 74 lat.
    Była znaną w trójmieście przewodniczką turystyczną i cenionym działaczem społecznym.

R. Miazek 
 
strona główna biblioteki poprzednia strona    strona 41    następna strona spis treści    redakcja

 © Centralna Biblioteka Rolnicza, Warszawa 2005